No i tytul blogu rozkoszny - Wiec, zapraszam do ogladniecia rzeczywistoci moimi oczami lub oczyma - jak kto woli :-
RSS
niedziela, 25 kwietnia 2010

Nie mowie tu o duchach czy tez UFO;) mowie raczej o wlasnej najblizszej rodzinie. No bo kto nie kocha tego cudownego obrazka z porranna kawka na stole i gromadce rozbawionych, chichoczacych dzieci biegajacych dookola stolu... No i ten wspanialy maz, ktory caluje Cie na dzin dobry i zasiada do stolu a ty mu z usmiechem nacpanej wariatki podajesz jajko na miekko i swieza gazete. Ochh jak cudownie...

Eeee... Wrocmy sie moze troche w czasie. Jak bylam mala to w przeciwienstwie do kolezanek nie bawilam sie lalkami. Nigdy, ale to przenigdy nie wyobrazalam sobie dnia mojego slubu jak reszta dziewczyn i tego jedynego mezczyny - rycerza na bialym koniu. Nie. Ja chodzilam po drzewach, jezdzilam jak szalona na rowerze i bawilam sie autami lub siedzialam z nosem w ksiazkach. Chlopakow to ja mialam jako kumpli glownie - bo szczerze to rozumialam sie z nimi lepiej. W ogole poniewaz jestem jedynaczka bardzo cenilam sobie swoja przestrzen i ...samotnosc.

Jestem jednak slowo daje -  100%- towa kobieta ;) Wynioslam z domu na przyklad od mojej mamusi - milosc do ubran wszelakiego rodzaju (choc przyznam rzadko do dnia dzisiejszego ubieram spodnice) no i mam delikatny dobry kobiecy smak i nietuzinkowe poczucie estetyki.

Na tyle jednak sie lista moich 'kobiecych' mozliwosci konczyla jakies 4 lata temu. Wolalam czytac czy tez wyjsc do galerii niz gotowac czy sprzatac, szyc sukienki, robic makijaz czy takie tam...

Wszystko zmienilo sie kilka lat temu jak z G zalozylismy rodzine. Zmienilo sie bo musialo. On wychowany w tradycyjnej rodzinie polskiej mial pewne oczekiwania i zero umiejetnosci przetrwania samemu. (Wielkie podziekowania w strone Matek Polek tak nawiasem mowiac :)

Hmm po 4 latach prob dopasowania dwoch odmiennych kultor (w USA mezczyzmi maja troche mniejsze wymagania ;D ) udalo sie nam troche isc na kompromis.

Jestem z siebie dumna ogolnie. Role mamy spelniam swietnie. Kosztuje mnie to duzo bo, na przyklad kiedy pisze ten tekst wlasnie ;) Su siedzi obok probujac za wszelka cene zwrocic na siebie uwage. Przynosi mi lalki, daje na kolana i prosi bym im spiewala itp., Spiewam, pisze i wycieram jej nos w tym samym czasie.

Brakuje mi tez zycia towarzyskiego jakie mialam kiedys. Wieczory  spedzam glownie z Suri poniewaz nie widzimy sie calymi dniami i chce byz przy niej jak najwiecej. Ogolenie wszystko jest organizowane juz pod dzieci... Moj dom nalerzy do mojej rodziny i czasem czuje, ze nie mam w nim swojego kata.

Chciala bym uciec gdzies i zamknac sie, i pobyc sama z soba. Tak najnormalniej w swiecie BYC. Jednak wiem, ze nie moge.

W tyle glowy mam piorytety na dzisiaj:

- oddaj ksiazki Su z biblioteki, zrob pranie, ugotuj obiad, idz na spacer z krolikiem i Su...itd.,

Codzinna lista zadan do zrobienia rosnie a ja probuje sie rozwijac duchowo i artystycznie, i nie zapomniec w tej rodzinnej codziennosci o sobie. Nie jest to latwe, zreszta kazda mama  o tym wie. :)

I czuje sie czasami przytlamszona rzeczami ktore MUSZE. Niestey rzecz w tym, ze nie mam gdzie od tego uciec - od Suri, od Grzeska...  Ja kocham samotnosc. Kocham. I zostala mi ona zabrana.

Czesto sobie wyjezdzam gdzies na kilka dni by moc poprostu 'istniec'.  By niczego nie musiec robic. By odpoczac. Cos czuje, ze powoli ten czas sie zbliza...:)

Nie znaczy jednak to, ze zaluje ze mam Su bo jest najcudowniejszym dzieckiem pod sloncem i najwspanialsza rzecza jaka mi sie przytrafila. Wydaje mi sie, ze macierzynstwo sprawia, ze dziewczyna staje sie kobieta i nie mozna mowic o 'kobiecosci' bez tego. Nie ma wiekszej milosci od milosci rodzica.

Zmieniaja sie priorytety w zyciu z pojawieniem sie w nim dziecka- czlowiek zaczyna doceniac sobie najblizszych,  przyjaciol. Zaczyna na nowo odkrywac piekno jakie nas otacza, ktorego nie widzimy na codzien. Bez dzieci ten swiat bylby smutny i szary.

Jest jednak odpowiedzialnosc, ktora idzie za posiadaniem dziecka - wieksza niz kiedykolwiek moglam sobie wyobrazic. Nie zdawalam sobie sprawy jak duzy wplyw ma dziecinstwo na nasza osobowosc i jaka moc ma dorosly. Kreujesz swietego lub potwora. Przyszlosc w pewnym sensie lezy w Twoich rekach. To co w przyszlosci zrobia ze swiatem Twoje dzieci tez po czesci (ja mysle duzej) jest uwarunkowane swiatopogladem jaki wpoiles w swoje dziecko. To,  jak je wychowasz dotknie tysiace ludzi z ktorymi ono sie spotka. Ludzie nie zdaja sobie z tego sprawy.

Posiadajac potomstwo takze trzeba pamietac, ze juz do konca zycia nie jestes SAM na tym swiecie w pelnym tego slowa znaczeniu...

 

12:31, sunyata
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 kwietnia 2010

Dla wielbicieli Jazzu Charles Mingus

Ten kawalek przypomina mi o takim starym  prawie 200 letnim klubie jazzowym zaraz na 57-tej obok Rockefeller Center na Manhattanie.

Kiedys pracowalam obok niego. Nie pamietam juz nazwy niestety. Wchodzilam tam po pracy na kieliszek wytrawnego i czesto zapominalam ktora byla godzina.

Swietne chwile. Swietny klimat, a w wiekszosci zmeczone i zmachane mordy zapracowanych  ciezko NYC artystow i biznesmenow.

Hmm...

 

17:58, sunyata
Link Dodaj komentarz »

A ta Pania poprostu ubostwiam. Dzielimy chyba podobny temperament... haha

 

 

 

Sweet Sweet Baby  Life is CRAZY  ;) But there is one thing I am sure of - I'm your 'Lade', always will be...  ;)

 

17:00, sunyata
Link Dodaj komentarz »

Wiecie, jedno ze wspomnien jeszcze z dziecinstwa z Polski to te fajowe i  'mile' Panie ze sklepow spozywczych pod tytulem SPOLEM.

Dzis odkrylam, ze musi to byc jednak nei tylko wspomnienie, ale i cos wiecej. Chyba byly prawdziwymi idolkamii dla mnie i ich nietuzinkowy sposob bycia zostal przeze mnie wybrany jako wzorzec do nasladowania ;).

9 rano dzwoni telefon:

Ja: 'Moj Biznes, Anita z tej strony jak moge pomoc?'

Klient: 'Czy to Twoj Biznes?'

Ja: 'Tak - mowilam przeciez, ze to Moj Biznes.'

Klient: 'Acha. Zgubila mi sie przesylka od Was bo nie mam.'

Ja: 'Prosze podac numer zamowienia.

Klient: 'Nie mam'

Ja: 'No ja tez nie. Zadzwon jak bedziesz mial!'

 

9 15 Stala klientka z Norwegii

Ja: 'Moj Biznes, Anita z tej strony jak moge pomoc?'

Klientka: Hej Anita Jak sie masz? Wiesz kochana dostalam chyba zla herbate od Was.'

Ja: 'Moze czy na pewno? Niemozliwe sprawdz.'

Klientka: Chwila, ide sprawdzic'  -Mija 5 minut wraca do telefonu. - 'Noo napewno'

Ja:' A jaka masz?

Klientka: 'Lotusowa'

Ja: ' No to fajnie zupelnie podobna do tej Rumiankowej -dodaj miodu, bedzie smakowalo tak samo.'

Klientka: 'Achaa... No to Super! Czesc'

 

Hehehe dlatego wlasnie ide na spacer. Obawiam sie, ze jeszcze z godzina i zbankrutuje :D

13:03, sunyata
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 kwietnia 2010

Nie ma to jak dobra robota. Kazdy sie pewnie ze mna zgodzi. Atmosfera w pracy tez jest wazna. Powiedziala bym bardzo. Przecietny obywatel swiata 1-wszego i 2-giego (co do obywateli 3-ciego - nie wypowiadam sie bo nie wiem ;) spedza w pracy jedna trzecia swojego zycia. No ja akurat spedzam go troche mniej bo pracuje 15 godzin w tygodniu ;) hehe poki co.

Wiec, szef takze jest dosyc istotny. O moim wiem juz calkiem sporo jak na pierwszy dzien: Ma swietny tylek, dobrze dobrana wode po goleniu i calkiem spoko poczucie humoru ;)

Ale od poczatku:

Pierwszy dzien na nowej posadzie. Wchodze sobie spokojnie po schodkach do naszego biura na 5 pietrze, nagle jak wiatr przelatuje jakis ktos w tempie rozpedzonego expressu paryskiego. Jedno co zapamietalam, to tylko taki fajowy meski tylek w latexowych spodenkach, zapach naprawde dobrej wody po goleniu i zlotawe blond loki.

'Ejj uwazaj czlowieku!' wyrwalo mi sie - bo tracil mnie leko w ramie.

'Ojjj Przepraszam bardzo ksiezniczko...' - uslyszalam juz zza sciany. Wdrapalam sie w koncu do biura cala spocona i lekko wkurzona - kto kuzwa nie instaluje windy w 5 pietrowym biurowcu?

Otwieram drzwi a tu moj dobry stary znajomy lapie mnie za ramie i swiergocze: 'Kochana dobrze Cie widziec! Wiesz mielismy Dzien Wiosny w weekend achh jak fajnie. Nie wielu z nas dzis jest trzezwych tak do konca...Wiec, musisz mowic ciszej i woooolllniej, OKEJ? - To ostatnie wyszeptal. 'Noo OKKKEJJ'  -odpowiadam mu tez szeptem. No super. Moj pierwszy dzien na 5 pietrze w XXX Agencji Reklamy i Marketingu, i kazdy schlany.

'Wczoraj? masz na mysli Niedziele?' - pytam sie zaciekawiona. 'Ojj tak tak - Julian - znaczy nasz szef, zalatwil kolejna milionowa kampanie Mercedesa i chcac nas nagrodzic wzial caly dzial do Berlina na Dzien Wiosny, ktory byl Weekendem Wiosny... Wiesz mamy dni Wiosny,  Lata i czegos tam jeszcze. Z reguly jestesmy grzeczni - wybywamy do lasu albo strzelamy z broni...No to, co chlopaki lubia najbardziej. Tym razem byl Berlin i strasznie lalo'.

'Achha'- No tak mysle sobie - rozgladam sie dookola -no niezle trafilam 80% pracownikow to faceci na tym pietrze. Jak sie blizej przygladnelam owszem moze i szykowni w garniturkach, ale  polowa z nich wyglada jakby wczoraj co dopiero  za kaucja wyszla- jeden zreszta po kryjomu dopijal Budwisera pod biurkiem. No nic. Super - a miala to byc promocja.

'Dobra ja spadam bo mam statystyki na wieczor przygotowac. Rozgosc sie w swoim biurze - zgadamy sie potem.' Zaprowadzil mnie pol przytomny do mojego nowego - zajebistego zreszta biura i zniknal za sciana.

Wow! nie moze byc lepiej! Biuro gustownie urzadzone, przestronne - Bomba! No nic rozpakowalam sie zadowolona. Cisza. Nic. Na grafiku zero dla mnie przygotowanych rzeczy do zrobienia. Probuje wlaczyc kompa pyta mnie o haslo, ktorego nie mam. Postanowilam wiec, zapoznac sie z expreseem do kawy, ktory stal zaraz obok biura.

No jest stoi - kawy brak. Echh...

'Szukasz czegos?' Nagle odzywa sie ktos kto wlasnie wszedl bez pukania. Odwracam sie i widze zadowolonego z siebie Pana w slicznym garniturku z blond lokowana czupryna.

'Eeee Kawy ' - odpowiadam spokojnie. 'Bo to express do kawy.' Usmiecham sie zalotnie i zadowolona ze swojej blyskotliwosci.

'A ty tu czego?' Pytam go.

'A jaa przyszedlem do pracy. Widzisz bo to moje biuro. Julian Fox do Twojej dyspozycji. Ty zapewne jestes Anita X od dzialu Reklamy. Milo poznac.'

Szczenka mi zleciala - to byl moj ...szef. Przyzeklam sobiem, ze mojego kumpla zabije jak tylko spotkam.

'Prosze ksiezniczko. Rozesmial sie i wytargal wtyczke expressu z sciany. ' Twoj osobisty expresss.  A w Srode zalatwiam ci karte do klubu sportowego na 3-cim bo z kondycyjka u Ciebie bidnie. Aaa, i zrob mi przysluge prosze- nie pracuj za ciezko. Dzis chlopaki maja... Ciezki dzien. Wygralismy dosc istotny przetarg. Postanowilem im dac troche luzu.' Tymi cieplymi slowami przytulona do expressu wystawil mnie za drzwi.

Okazalo sie, ze mam biuro zaraz obok niego ;) Mniejsze i ... Nooo nieco skromniej urzadzone.

Jednak poczulam sie calkiem fajowo. Przytargalam kawe z kuchni i zastartowalam moja nowa maszyke. Przy szumie ekspressu do kawy z nogami na biurku zlecial mi caly dzien gdzie z rozbawieniem obserwowalam sobie przez szybke jak 15 skacowanych mlodych mezczyzn udawalo, ze pracuje starajac sie za wszelka cene nie zasnac przed ekranem komputera...

Achhh - jaki swietny pierwszy dzien w nowej pracy...:)

 

 

17:19, sunyata
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 kwietnia 2010

A oto takie Liski mieszkaja u mnie w ogrodzie :)Nie mam niestety odpowiedniego obiektywu do takich zdjec - wiec to moze byc nie za dobrej jakosci ;)

 

 

Tagi: Liski
22:41, sunyata
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 kwietnia 2010

Zaczelo sie od sniadania, skonczylo na... sesji zdjeciowej :) hehe

16:45, sunyata
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 kwietnia 2010
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Skopiuj CSS